Uzupełnij poniższe pola, a wyślemy Ci dedykowane konto testowe całkiem za darmo!

    Tam, gdzie jedzenie łączy ludzi – rozmowa z Aleksandrą Wąs z cateringu Caterio

    Spis treści

    Aleksandra jest w Caterio od pierwszych dni działalności. Widziała, jak firma rosła z kilkuosobowego zespołu do miejsca, które codziennie karmi prawie tysiąc dzieci. Dziś pilnuje organizacji, kontaktu z placówkami i całej tej ogromnej układanki, która zaczyna się o świcie w kuchni, a kończy gdzieś między telefonem od przedszkola a rozmową z rodzicem.

    W naszej rozmowie opowiedziała o tym, jak powstało Caterio, z czym mierzy się współczesny catering dla dzieci i dlaczego w tej pracy najbardziej liczą się ludzie – ci po stronie kuchni i ci po stronie przedszkoli.

    Kuchnia, która uczyła się razem z zespołem

    Kiedy firma startowała, nikt nie wchodził do niej jako „ekspert od żywienia zbiorowego”. Wszyscy – od kuchni po administrację – uczyli się siebie nawzajem, tworząc zespół, który z czasem stał się najważniejszą wartością Caterio.

    „To był świeży zespół, bez rutyny, ale za to z ogromną chęcią nauczenia się tej pracy. Wszyscy zaczynaliśmy razem – ja z innej branży, dietetyczka zaraz po studiach, kucharze z różnych doświadczeń. I chyba dlatego tak dobrze to działa – bo każdy pamięta, jak to było zaczynać od zera.”

    Ta wspólna droga zbudowała kulturę firmy, w której nikt nie zostaje sam z problemem.

    „Nie mamy takiego korporacyjnego chłodu. Jak coś się wydarzy, wszyscy działamy razem. A to naprawdę czuć – w atmosferze, w relacjach, nawet w samym jedzeniu.”

    Właśnie ta wspólna uważność, cierpliwość i pokora wobec nauki sprawiły, że Caterio szybko stało się miejscem, w którym nic nie robi się „taśmowo”. Każdy element pracy – od tworzenia jadłospisów po kontakt z placówkami – wymaga rozmowy, zrozumienia i współpracy.

    I to podejście naturalnie przeniosło się na obszar, który w cateringach dla dzieci jest najbardziej wymagający: diety.

    Diety, które zaczynają się od uważności

    Kiedy Aleksandra mówi o dietach, nie mówi o nich jak o problemie. Bardziej jak o odpowiedzialności.

    „Dzieci na dietach jest coraz więcej. I każdemu trzeba zapewnić coś, co nie tylko spełnia normy, ale też daje poczucie, że dostaje pełnowartościowy posiłek – nie gorszy, nie mniej smaczny, po prostu dostosowany do jego potrzeb.”

    To wymaga ogromnej precyzji, osobnego przygotowywania dań i stałej współpracy z dietetyczką, która czuwa nad tym, żeby każde dziecko dostało to, co powinno. Ale w Caterio dietetyczny posiłek to nie tylko odpowiednio skomponowana potrawa – to także troska o to, by dziecko czuło się zauważone.

    „Każda dieta jest podpisana imieniem. Nie numerkiem, nie symbolem, tylko imieniem. Panie w przedszkolu mówią, że to dla nich ogromna pomoc, ale dla nas to też jest ważne – żeby dziecko wiedziało, że ten posiłek jest zrobiony właśnie dla niego.”

    I choć przy tak dużej liczbie diet imiona zaczynają się powtarzać, zespół nie rezygnuje z personalizacji. Wymyślają zdrobnienia, wprowadzają numerki, czasem dopisują całe nazwisko – byle tylko zachować jasność i indywidualność.

    Ta uważność jest zresztą obecna nie tylko przy dietach. To podejście, które przenika całą pracę Caterio — od kuchni aż po kontakt z dziećmi. A najbardziej widać je tam, gdzie jedzenie staje się doświadczeniem, a nie tylko posiłkiem.

    Kiedy jedzenie staje się przeżyciem

    Caterio od początku wiedziało, że karmienie dzieci to nie tylko dostarczanie pudełek z jedzeniem. To także pokazanie im, że jedzenie ma historię, zapach, kształt — i że mogą być jego częścią.
    Z tego myślenia narodziły się warsztaty kulinarne, które z czasem stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków firmy.

    „Od początku chcieliśmy być bliżej dzieci. Żeby widziały nas nie tylko jako firmę, która coś dowozi, ale jako ludzi, którzy naprawdę lubią gotować. Żeby mogły zobaczyć, jak pachnie ciasto zanim stanie się pierniczkiem, albo jak wygląda sos zanim trafi do obiadu.”

    Warsztaty w Caterio mają w sobie coś, czego nie da się odtworzyć w żadnej instrukcji. Zaczynają się niepozornie — od kilku misek, zapachu ciasta i ciekawskich spojrzeń. A chwilę później cała sala żyje: dzieci zanurzają dłonie w mące, próbują sosu prosto z łyżki, z przejęciem ozdabiają swoje pierwsze pierniczki. Odważniejsze smakują przyprawy, które wcześniej znały tylko z opowieści pań z kuchni. Mniej śmiałe powoli podchodzą bliżej, aż w końcu też chcą spróbować. Nagle jedzenie staje się czymś bliskim — czymś, co można stworzyć samemu, a nie tylko dostać na talerzu.

    „To jest cudowne obserwować, jak dziecko, które przez miesiąc odsuwało coś zielonego, nagle samo układa rukolę. Bo samo zrobiło swoją pizzę. Bo widzi, że jedzenie nie jest straszne ani obce.”

    Warsztaty naturalnie zbliżają wszystkich do siebie. Dzieci zaczynają kojarzyć kucharzy, podchodzą, żeby pokazać efekty swojej pracy albo zapytać o składniki. A pracownicy placówki mogą wtedy zobaczyć zespół Caterio w zupełnie innym kontekście — nie przy wymianie pojemników, ale obok dzieci, spokojnych, cierpliwych, w pełni zaangażowanych w to, co robią.

    „Dostajemy potem laurki, rysunki, małe karteczki od dzieci. To są takie momenty, w których czujemy, że to wszystko ma sens. Że jesteśmy częścią ich dnia, a nie tylko dostawcą.”

    Gdy codzienność potrzebowała porządku

    Przez pierwszy rok firma radziła sobie bez żadnego systemu. Zamówienia spływały telefonicznie, reszta działała na zaufaniu i dobrej organizacji. Wszystko było do ogarnięcia – aż do momentu, kiedy do Caterio dołączyła szkoła, która chciała, by każda faktura była wystawiana bezpośrednio rodzicom.

    To był punkt zwrotny.

    „Robienie kilkudziesięciu faktur co miesiąc dla każdego rodzica, wysyłanie ich, przypominanie o płatnościach – to była droga donikąd. Placówka była daleko, w miejscu, gdzie występują problemy z zasięgiem, więc ciężko było cokolwiek ustalić. Po jednym miesiącu wiedzieliśmy, że tak się nie da.”

    Administracja, która do tej pory radziła sobie świetnie, nagle zaczęła tonąć w mailach, telefonach i niekończących się pytaniach o należności. Do tego dochodziła nieprzewidywalność — kto zapłacił, kto nie, kto zapomniał, kto twierdzi, że zapłacił, ale nie ma potwierdzenia, bo „internet nie działa”.

    Wtedy Aleksandra przypomniała sobie rozmowę sprzed roku – telefon od przedstawicielki Obiado.

    „Pomyślałam: chyba czas wrócić do tego tematu.”

    Decyzja zapadła szybko. Aleksandra i jej zespół spokojnie wyjaśnili rodzicom, że od tego momentu zamówienia trafią do aplikacji — inaczej trudno będzie utrzymać rytm i jasność rozliczeń. Na początku było trochę niepewności, ale z każdym tygodniem coraz więcej osób przekonywało się do nowego rozwiązania, aż w końcu korzystali już wszyscy.

    „Powiedzieliśmy otwarcie, dlaczego to dla nas ważne. I rodzice… zaczęli korzystać. Nie od razu, ale z czasem. I to naprawdę uporządkowało cały proces.”

    Dzięki aplikacji zespół zyskał kontrolę nad płatnościami i zamówieniami, a szkoła — jasność, że wszystko jest w jednym miejscu. Zniknęły telefony z pytaniami „czy moja wpłata doszła?”, a lista zamówień wreszcie przestała być ruchomą układanką.

    Spokój, który przyniósł porządek

    Aleksandra podkreśla, że prawdziwa zmiana przyszła nie tyle wraz z samym narzędziem, ile z poczuciem uporządkowania, które pojawiło się po wdrożeniu. Nagle procesy, które wcześniej rozmywały się między wiadomościami, telefonami i niedopowiedzeniami, zaczęły działać w jasnych ramach.

    „To, że możemy zablokować zamówienia, jeśli jest zaległość – to naprawdę zmieniło wszystko. Rodzice wiedzą, że zasady są jasne. A my nie musimy nikogo upominać. Wreszcie jest porządek.”

    Dzięki temu rozmowy o płatnościach stały się prostsze i bardziej rzeczowe. System przejął trudną część komunikacji, odsuwając od zespołu niepotrzebne napięcia.

    „Czasem wystarczy powiedzieć: ‘tak działa aplikacja’. Rodzice reagują wtedy spokojniej, z większym zrozumieniem. To bardzo pomaga w codziennej pracy.”

    Ogromnym ułatwieniem stał się też zwykły, ludzki kontakt — świadomość, że w razie potrzeby jest ktoś, kto odbierze telefon i pomoże wszystko uporządkować.

    „Mamy do kogo zadzwonić. To jest największa różnica. Zawsze ktoś wraca z odpowiedzią, zawsze ktoś pomaga. Mieliśmy problem z jadłospisami – chwilę to trwało, ale wszystko zostało naprawione. I to daje poczucie bezpieczeństwa.”

    Przyszłość, która ma smak spokoju

    Choć Caterio działa dopiero od 2023 roku, ich pierwsza placówka współpracuje z nimi od samego startu. Dla Aleksandry to nie tyle „wynik”, ile potwierdzenie, że ich codzienna praca ma sens — że sposób gotowania, kontaktu i podejścia do dzieci po prostu działa.

    „Jeśli ktoś jest z nami dwa lata, to znaczy, że jest dobrze. W naszej branży to naprawdę nie jest norma.”

    Patrząc w przyszłość, stawiają na tempo, które jest zgodne z ich możliwościami. Nie chcą rosnąć dla samego wzrostu — wolą rozwijać się tak, by kuchnia, kierowcy i zaplecze administracyjne mogły to udźwignąć bez pośpiechu.

    „Placówki same się odzywają, ale decyzje trwają. Czasem miesiące. Dlatego nie obiecujemy niczego na wyrost. Wolimy rosnąć spokojnie i uczciwie.”

    W tym wszystkim Obiado stało się narzędziem, które pomaga utrzymać porządek tam, gdzie najłatwiej o chaos — w płatnościach, terminach, listach dzieci i rozliczeniach z rodzicami. Dzięki temu więcej czasu zostaje na to, co dla zespołu najważniejsze: dobre jedzenie i uważną pracę z dziećmi i placówkami.

    „Na końcu chodzi o to, żeby dzieci były najedzone. Jak to działa – cała reszta też się układa.”

    Poznaj podobne tematy