Szkoła jako społeczność, nie instytucja – rozmowa z Izabelą Durasik, dyrektorką szkoły Edulibere

Spis treści

Edulibere to kameralna szkoła działająca w modelu mikrospołeczności, skupiona wokół dzieci w edukacji domowej i ich rodzin. Od początku jej istnienia kluczowe były relacje – bliski kontakt z uczniem, realna współpraca z rodzicami i uważność na indywidualne potrzeby dzieci.

O tym, jak wygląda codzienność takiej szkoły, z jakimi wyzwaniami mierzy się dyrekcja i dlaczego porządek w obszarze posiłków ma realny wpływ na pracę całej placówki, opowiada Izabela Durasik – dyrektorka Edulibere i jedna z osób, które od początku budują to miejsce.

Szkoła, która powstała z potrzeby

Historia Edulibere nie zaczęła się od ambicji stworzenia „alternatywnej szkoły”. Zaczęła się od bardzo konkretnej potrzeby – dzieci w edukacji domowej potrzebowały miejsca, które nie byłoby tylko zbiorem pojedynczych zajęć, ale prawdziwą przestrzenią do nauki i budowania relacji.

„Chcieliśmy stworzyć miejsce dla dzieci i rodziców. Taką wspólną społeczność – nie tylko punkt, do którego się przychodzi na zajęcia.”

Od początku ważne było, by szkoła działała w porozumieniu z rodzinami. Nie jako zamknięta instytucja, ale jako wspólnota, w której edukacja jest procesem tworzonym razem – z uważnością na dziecko, jego tempo i potrzeby.

Edulibere startowało w formule mikro szkoły – z jedną grupą i jasnym założeniem kameralności. Z czasem okazało się jednak, że potrzeba takich miejsc jest dużo większa, niż zakładano.

„Zakładaliśmy trzy–cztery grupy. Dziś mamy już około siedemdziesięciu uczniów i stale się rozwijamy.”

Rozwój nie był celem samym w sobie, ale naturalną konsekwencją zaufania rodziców i realnej odpowiedzi na potrzeby dzieci, które często gubiły się w systemowych rozwiązaniach.

Gdy małe grupy robią wielką różnicę

W Edulibere kluczowe jest to, że szkoła nie próbuje „dopasować” dziecka do systemu – tylko odwrotnie: buduje warunki tak, by dziecko mogło się w tym systemie nie zgubić. Mniejsze grupy, stały kontakt i realna możliwość reagowania na potrzeby uczniów sprawiają, że dyrekcja i nauczyciele widzą więcej – i mogą działać szybciej, zanim problem urośnie.

„Bardzo dużo dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi ginie w systemie. My jesteśmy w stanie odpowiedzieć na te potrzeby, bo mamy małe grupy.”

To podejście nie kończy się na samym uczniu. W Edulibere ważne jest też to, że rodzic nie stoi „za drzwiami szkoły”, tylko jest częścią procesu – bo cel jest wspólny.

„Współpraca z rodzicem to najważniejszy element – mamy wspólny cel, edukację dziecka.”

Dlatego szkoła działa jak społeczność: są rozmowy, konsultacje, spotkania, w których uczestniczy nie tylko nauczyciel i rodzic, ale zdarza się, że również też dziecko. To właśnie ta relacja – stała, partnerska i oparta na zaufaniu – pozwala Edulibere działać inaczej niż wiele placówek, które znają rodzice.

„To nie jest szkoła, gdzie rodzic podchodzi do drzwi i nie ma kontaktu z nauczycielem. My tworzymy społeczność.”

I choć brzmi to ciepło i spokojnie, Izabela nie idealizuje codzienności. Mówi wprost, że bywają sytuacje trudne – ale różnica polega na tym, jak szkoła na nie reaguje: zamiast szukać winnych, szuka rozwiązań, a rodzice wiedzą, że intencje są po stronie dziecka.

„Nie jest to tylko kraina mlekiem i miodem płynąca. Ale rodzice nam ufają, bo wiedzą, że nikt nie działa na niekorzyść dziecka.”

Gdzie obiady przestają być problemem organizacyjnym

Zanim w Edulibere pojawiło się Obiado, temat posiłków był jednym z tych, które najbardziej obciążały codzienną pracę szkoły. Choć same obiady dostarczała zaprzyjaźniona restauracja, cała logistyka spadała na ludzi w placówce: nauczycieli, sekretariat, dyrekcję.

Zmiany obecności, inne potrzeby dzieci, korekty zamówień z dnia na dzień – wszystko to wymagało ciągłego liczenia, sprawdzania i przekazywania informacji.

„Nauczyciel był odbijany od swoich obowiązków i zajmował się cateringiem. A my nie jesteśmy restauracją.”

Największym wyzwaniem okazała się zmienność – dzieci nieobecne, dzieci jedzące wybiórczo, różne decyzje rodziców, które trzeba było ogarniać niemal w czasie rzeczywistym.

„To się u nas zmieniało jak w kalejdoskopie.”

Do tego dochodziły rozliczenia i ręczne pilnowanie, kto, kiedy i za co płaci. Cały proces zabierał czas i energię, które powinny być przeznaczone na pracę z dziećmi.

„Aplikacja pozwoliła nam uniknąć wszystkich tych niezgodności.”

Moment przełomowy przyszedł wtedy, gdy szkoła zaczęła szukać narzędzia, które realnie zdejmie ten ciężar z zespołu – nie kolejnego „systemu”, tylko rozwiązania, które da się dopasować do ich sposobu pracy. To była jedna z kluczowych decyzji organizacyjnych, jakie Edulibere podjęło w ostatnich latach.

Dlaczego potrzebowali czegoś więcej niż „działającej aplikacji”

Pierwszą próbą uporządkowania tematu obiadów było wdrożenie innego systemu, polecanego szkołom pracującym z dziennikiem elektronicznym. Decyzja była szybka – potrzeba była pilna, a obietnice brzmiały znajomo: wsparcie, konfiguracja, pomoc na starcie.

Rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

„Przed podpisaniem umowy zapewniano nas, że będziemy mogli liczyć na support. Po podpisaniu – wszyscy przestali odbierać telefony.”

Brak realnej pomocy sprawił, że szkoła przez cały wrzesień została z problemem sama. Systemu nie dało się skonfigurować pod potrzeby placówki, a każde pytanie kończyło się ciszą lub mailem bez odpowiedzi. Zamiast usprawnienia – jeszcze więcej chaosu.

„Cały wrzesień mieliśmy stracony. Nauczyciele i sekretariat dalej byli obciążeni zamawianiem posiłków.”

Dla Izabeli Durasik kluczowe było jedno: szkoła nie może stać się centrum zarządzania cateringiem. To nie jest jej rola – ani organizacyjnie, ani mentalnie. Gdy stało się jasne, że ten model się nie sprawdza, zapadła decyzja o zmianie.

Decyzja o zmianie zapadła szybko – nie dlatego, że szkoła szukała „lepszej aplikacji”, ale dlatego, że potrzebowała narzędzia, które naprawdę zdejmie z ludzi odpowiedzialność za catering.

Wybór Obiado był naturalny. Nie z powodu funkcji, ale doświadczenia.

„Wcześniej korzystaliśmy z aplikacji LiveKid – innego systemu od tego samego zespołu i wiedzieliśmy, że po drugiej stronie są ludzie, z którymi da się rozmawiać.”

Od początku kluczowe było jedno: czy w sytuacji problemowej ktoś odbierze telefon i pomoże od razu – a nie po kilku dniach.

„My nie jesteśmy informatykami. Chcemy w spokoju pracować i mieć wsparcie, kiedy coś się wydarzy.”

Dopiero wtedy obsługa obiadów przestała być codziennym punktem zapalnym. System zaczął realnie porządkować proces, zamiast dokładać kolejne obowiązki. A to – z perspektywy dyrekcji – zmieniło bardzo dużo.

Rodzice, którzy wreszcie mają spokój

Zmiana systemu była odczuwalna nie tylko po stronie szkoły. Bardzo szybko pozytywną różnicę zauważyli również rodzice – zwłaszcza ci, dla których wcześniejszy model oznaczał zgadywanie, dopłacanie i ciągłe niedopowiedzenia.

„Wcześniej menu wisiało na tablicy w poniedziałek. Rodzice nie wiedzieli wcześniej, co będzie do jedzenia, więc nie mogli podjąć decyzji.”

Dzięki aplikacji rodzice dostali dostęp do menu z wyprzedzeniem i realną możliwość wyboru posiłków pod potrzeby własnego dziecka – bez abonamentu, bez domysłów, bez telefonów do sekretariatu.

„Rodzice bardzo to docenili. Mogą wybrać konkretne posiłki, zgodnie z tym, co dziecko faktycznie zje.”

To szczególnie ważne dla rodzin dzieci wybiórczych lub niejadków – tam, gdzie wcześniej opłacane były obiady, które wracały nietknięte.

„Rodzic ma pewność, że dziecko zje obiad, który sam wybrał. A jeśli wyjeżdża – klika w aplikacji i ma spokój.”

Co istotne, w Edulibere nie było oporu przed „kolejną aplikacją”. Wręcz przeciwnie – rodzice przyjęli to rozwiązanie z ulgą, bo odpowiadało na realne potrzeby, a nie było narzucone bez sensu.

„Rodzice nam ufają. Wiedzą, że każda zmiana wynika z potrzeby, a nie z widzimisię.”

Dzięki temu obsługa obiadów przestała być polem napięć, a stała się jednym z elementów, które wspierają codzienne funkcjonowanie całej szkolnej społeczności.

Patrząc dalej

Edulibere jest dziś w momencie intensywnych zmian – większa przestrzeń, nowe klasy, rosnąca społeczność uczniów i rodziców. Rozwój nie jest tu celem samym w sobie, ale naturalną konsekwencją potrzeb dzieci i zaufania, jakim rodzice obdarzają szkołę.

„Nie zakładaliśmy aż takiego tempa rozwoju. Rynek i potrzeby dzieci bardzo nas zaskoczyły.”

Wraz z kolejnymi etapami szkoła chce zachować to, co od początku było dla niej najważniejsze: uważność, dialog i realną współpracę z rodzicami. Także w codziennych sprawach – takich jak organizacja posiłków – liczy się elastyczność i możliwość dopasowania się do zmieniających się potrzeb.

Dla Izabeli Durasik przyszłość Edulibere to dalsze budowanie miejsca, w którym dzieci nie „mieszczą się w systemie”, ale są w nim naprawdę widziane. A narzędzia takie jak Obiado mają po prostu nadążać za tą wizją – wspierać rozwój, zamiast go komplikować.

Poznaj podobne tematy