Ile kosztuje ręczne zarządzanie w Twoim cateringu? Sprawdź tutaj
Ile kosztuje ręczne zarządzanie w Twoim cateringu? Sprawdź tutaj
Przypadek, który stał się zawodem – rozmowa z Moniką Wyrwą z Cateringu u Pawełka
- Patrycja Gnyp

Spis treści
Catering u Pawełka działa w Poznaniu od ponad dwudziestu lat. To jedna z najstarszych firm tego rodzaju w mieście – i jedna z tych, które zaczęły, zanim w ogóle wiadomo było, że taki rynek istnieje.
Monika Wyrwa, współwłaścicielka, opowiedziała nam o tym, jak firma powstała z niczego, co przez lata zbudowało w niej przekonanie, że dobry catering to przede wszystkim dobra relacja – z placówką, z dzieckiem i z jedzeniem. A także o tym, jak Obiado wpisało się w codzienną pracę całego zespołu.
Przypadek, który stał się zawodem
Nie było strategii ani planu. Był telefon w trudnym momencie – wszystkie kucharki w szkole zachorowały tego samego dnia, a dzieci nie miały obiadów. Ktoś wiedział, że Paweł gotuje i że można na niego liczyć.
„Intendentka wiedziała, że Paweł jest kucharzem. Powiedziała, że proste menu to on zrobi.”
Monika i Paweł stanęli do pracy. Nie było czasu na zastanawianie się – była kuchnia, były dzieci i było jedzenie do ugotowania. Posmakowało. I to wystarczyło, żeby zadzwonili znowu.
A kiedy chwilę później weszły nowe przepisy i szkołom przestało się opłacać prowadzić własne kuchnie, wybór był prosty – dzwonili do tych, których już znali i którym ufali. Wieść poszła dalej, od placówki do placówki, tak jak to w Poznaniu działa od zawsze. Nie przez ogłoszenia ani ulotki, ale przez rozmowy w pokojach nauczycielskich i między intendentkami, które polecały sobie sprawdzone rozwiązania. Po prostu dobre jedzenie, które samo się polecało.
Z jednej szkoły zrobiły się dwie, z dwóch kilka, a z kilku – regularna współpraca z kolejnymi przedszkolami i szkołami w mieście. Każda nowa placówka przychodziła z czymś w rodzaju rekomendacji, każda nowa współpraca była kolejnym dowodem na to, że to, co Monika i Paweł robią, ma sens.
„I tak się rozkręciło.”
Catering u Pawełka był jednym z pierwszych tego rodzaju podmiotów w Poznaniu – długo przed tym, zanim żywienie dzieci w placówkach stało się osobną branżą z własnymi standardami i wyspecjalizowanymi firmami. Dziś, po ponad dwudziestu latach, trudno nie odnieść wrażenia, że ten pierwszy telefon od intendentki to nie był przypadek. To był początek czegoś, co miało trwać.
Gotowanie, które uczy zaufania
Karmienie dzieci to zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności niż praca w restauracji. Dziecko nie zamawia, nie wybiera z karty – i nie powie wprost, że coś mu nie smakuje. Mówi inaczej: zostawi talerz, poprosi o dokładkę albo zapamięta smak na lata.
W Cateringu u Pawełka to zrozumienie jest w firmie od samego początku. Po ponad dwudziestu latach Monika doskonale wie, że gotowanie dla dzieci rządzi się swoimi prawami. Liczy się nie tylko skład i normy żywieniowe, ale też to, czy danie faktycznie trafi na dziecięcy talerz – i czy z niego zniknie. A to zupełnie inne pytanie.
Monika wie też, że stołówka to wyjątkowe miejsce – takie, w którym dziecko robi rzeczy, których nigdy nie zrobiłoby w domu. Jedzenie w grupie działa inaczej niż jedzenie przy rodzinnym stole.
„Jak dzieci z klasy jedzą, to ono też spróbuje. Mimo że normalnie tego nie je – nagle sięgnie, spróbuje i okaże się, że smakuje.”
Właśnie dlatego Monika zawsze tłumaczy rodzicom, że stołówka i dom to dwa różne światy – i że to, czego dziecko nauczy się przy wspólnym stole z rówieśnikami, bywa zaskakujące.
„Jeśli dziecko nie jest nauczone w domu picia wody czy jedzenia pewnych rzeczy, to w szkole też ciężko to zmienić. Ale jak widzi, że kolega je – to już inna historia.”
Firma dba też o to, żeby rodzice czuli, że ktoś myśli razem z nimi. Gdy dziecko zachoruje i rodzic nie zdąży odwołać obiadu na czas, Monika stara się znaleźć wyjście – zostawia posiłek do odbioru na wynos, żeby babcia czy dziadek mogli zabrać go po drodze. Niby drobiazg, ale właśnie z takich drobiazgów buduje się coś, czego nie ma w żadnej umowie: poczucie, że po drugiej stronie jest człowiek, a nie tylko dostawca.
W szkołach, w których Catering u Pawełka działa od lat, widać efekty tej filozofii najlepiej. Pierwsze klasy prawie w całości zostają na obiady – i właśnie to Monika traktuje jako jeden z najlepszych sygnałów, że praca ma sens.
„To bierzemy sobie za plus – że jak przychodzi pierwsza klasa, to prawie wszyscy zostają na obiady.”
Relacje, które trwają dekadami
Dwadzieścia lat w jednej branży to przede wszystkim ludzie. Nie kontrakty, nie procedury – ludzie. Dyrektorzy, intendentki, nauczyciele, którzy przez lata stali się kimś więcej niż tylko partnerami biznesowymi. Monika mówi o nich z ciepłem, które słychać w każdym zdaniu.
„Mam naprawdę fajnych dyrektorów. Stają w naszej obronie – jak coś się dzieje, nie zostawiają nas samych z problemem.”
W placówkach, gdzie nauczyciele jedzą te same obiady co dzieci, zaufanie buduje się naturalnie i codziennie. Dyrektor, który sam siada przy stole i zna smak każdej zupy, to zupełnie inny partner niż taki, który ocenia catering wyłącznie z perspektywy dokumentów i faktur. Monika ceni sobie właśnie takie miejsca – gdzie ktoś naprawdę interesuje się tym, co trafia na talerze.
Zdarzają się oczywiście trudne sytuacje – bo w pracy z ludźmi zawsze się zdarzają. Ale to, co wyróżnia dobre relacje, to nie brak problemów, tylko sposób, w jaki się je rozwiązuje. Kiedy pojawia się jakieś nieporozumienie, Monika może liczyć na rozmowę, a nie na jednostronne decyzje. I wie, że dyrektor po drugiej stronie też może na nią liczyć.
„Jak coś nie wyjdzie – ratujemy się nawzajem. Nie ma krzyku, nie ma szukania winnych. Jest rozmowa i szukanie wyjścia.”
To wzajemne zaufanie ma też bardzo praktyczny wymiar. Monika wie, że w każdej szkole zawsze znajdzie się ktoś, komu danego dnia nie smakuje. Ale wie też, że dobry dyrektor rozumie tę prostą prawdę: nie da się ugotować jednego dania, które wszystkim będzie smakować jednakowo. Ważne, żeby każde dziecko miało z czego wybrać i żeby nikt nie wstawał od stołu głodny.
„Jak nie lubi spaghetti, to ma zupę. Zawsze coś zje.”
Po ponad dwudziestu latach te relacje są fundamentem, na którym stoi cała firma. Nie reklama, nie cena – zaufanie, które budowało się obiad po obiedzie, rok po roku.
Rytm dnia, który zaczyna się od aplikacji
Przez lata Catering u Pawełka działał na tradycyjnych metodach – i przez długi czas to wystarczało. Ale wraz z rozwojem firmy i kolejnymi placówkami codzienność zaczęła wyglądać jak sterty papierów: ręcznie wypisywane zamówienia, listy obecności, telefony z informacją o nieobecnościach. Wszystko działało, ale kosztem czasu i energii, które mogły iść gdzie indziej.
„Zanim zaczęliśmy korzystać z systemu, mieliśmy stosy papierów i ręcznie wypisywane zamówienia. Było to strasznie czasochłonne.”
Wdrożenie Obiado zmieniło ten rytm. Zamówienia spływają automatycznie, Monika ściąga aktualne liczby i przekazuje je zespołowi – bez przepisywania, bez dzwonienia, bez zgadywania. To, co wcześniej zajmowało długie minuty codziennie, dziś dzieje się samo.
Ale równie ważna okazała się inna rzecz: kontakt z rodzicami. Pytania o płatności, problemy z aplikacją, wątpliwości co do zamówień – to wszystko trafiało wcześniej do Moniki. Dziś rodzice mogą skontaktować się bezpośrednio z infolinią Obiado i dostają pomoc od razu. Firma może skupić się na gotowaniu, a nie na obsłudze zgłoszeń.
„Kiedy coś nie działa, zawsze mogę liczyć na zespół Obiado. I rodzice też mogą.”
Zespół, który nie odchodzi
Za każdym dobrym obiadem stoi dobry zespół. W gastronomii to truizm, który wszyscy znają – ale niewielu udaje się wcielić w życie na dłużej. Rotacja pracowników w branży to codzienność, a pandemia tylko pogłębiła problem. Wielu dobrych kucharzy odeszło wtedy w inne strony i już nie wróciło.
„Przed covidem mieliśmy świetny zespół. Potem się trochę posypało.”
Monika mówi o tym bez dramatyzowania – to był trudny czas dla całej branży i nie ma sensu tego ukrywać. Ale jest też druga strona tej historii: trzon zespołu przetrwał. Jeden z kucharzy pracuje w firmie od czternastu lat, drugi od ośmiu. To ludzie, którzy znają kuchnię Cateringu u Pawełka na wylot – wiedzą, jak smakować rosół, żeby był dobry, i czego oczekują dyrektorzy w poszczególnych szkołach.
„Nasi kucharze są z nami od lat – i to daje spokój.”
Ten spokój czuć w całej firmie. W tym, jak działa kuchnia – sprawnie, bez zbędnego zamieszania. W tym, że nikt nie musi tłumaczyć od nowa, czego oczekuje firma i jakie wartości za nią stoją. I w tym, że po ponad dwudziestu latach Catering u Pawełka wciąż robi to samo co na początku: gotuje porządne jedzenie dla dzieci, z przekonaniem, że to ma znaczenie.
Bo ma.
Patrząc dalej
W świecie, w którym liczy się cena i skala, Catering u Pawełka od ponad dwudziestu lat idzie własną drogą. Bez skrótów, bez kompromisów w kwestii jakości, bez rezygnowania z tego, co od początku było najważniejsze.
„Jak jest dobre jedzenie i dobre relacje – to wszystko inne się układa.”
To prosta filozofia. Ale właśnie dlatego działa – i właśnie dlatego placówki, które raz zaufały Monice i Pawłowi, zostają z nimi na lata.


