Ile kosztuje ręczne zarządzanie w Twoim cateringu? Sprawdź tutaj
Ile kosztuje ręczne zarządzanie w Twoim cateringu? Sprawdź tutaj
Od tapas baru do kuchni, która karmi dzieci – rozmowa z Agnieszką Majksner z cateringu Zupitto
- Patrycja Gnyp

Spis treści
Zupitto to krakowski catering specjalizujący się w żywieniu dzieci w przedszkolach i szkołach. Firma powstała z doświadczenia gastronomicznego, które przez lata budowało się poza cateringiem dziecięcym – w restauracjach, autorskich konceptach i kuchni nastawionej na jakość oraz smak.
O swojej drodze, codziennej pracy, realiach rynku żywienia dzieci oraz współpracy z Obiado opowiada Agnieszka Majksner – założycielka Zupitto i osoba, która od początku osobiście czuwa nad jakością każdego posiłku.
Od autorskiej gastronomii do gotowania dla dzieci
Historia Zupitto nie zaczęła się od cateringu dla przedszkoli ani od pomysłu na „rynek dziecięcy”. Zaczęła się dużo wcześniej – od podróży, inspiracji i gastronomii robionej z rozmachem, nawet jeśli przestrzeń była niewielka. Agnieszka, założycielka Zupitto, już na początku lat 2000 tworzyła w Krakowie miejsca, które wyprzedzały swoje czasy.
„Ja chyba miałam pierwszy tapas bar w Polsce. Miał raptem 22 metry kwadratowe, ale był zrobiony z ogromnym rozmachem. Do dziś ludzie to wspominają.”
Z czasem pojawiły się kolejne lokale, a w jednym z nich – kuchnia oparta na zasadach Pięciu Przemian. To tam naturalnie pojawiły się słoiki, gotowanie „na zapas” i myślenie o jedzeniu w kategoriach jakości, a nie tylko formy podania. Catering nie był planem – był konsekwencją doświadczenia.
Gotowanie dla dzieci to zupełnie inna odpowiedzialność
Pierwsze przedszkola zgłosiły się do Zupitto przy okazji – bez wielkich deklaracji i strategii. Z czasem jednak okazało się, że karmienie dzieci wymaga zupełnie innego podejścia niż gastronomia dla dorosłych.
„Dzieci są klientem bardzo szczerym. Kierują się kolorem, strukturą i smakiem. Mają swoje fazy – na ziemniaka, na groszek, na coś konkretnego.”
W Zupitto jedzenie od początku było budowane tak, by dzieci miały wybór i poczucie kontroli: składniki osobno, sosy osobno, możliwość samodzielnego decydowania, co i jak zjeść.
„U mnie w cateringu wszystko idzie oddzielnie. Nawet sos boloński – mięso osobno, sos osobno.”
To nie jest zabieg estetyczny ani trend. To efekt codziennej obserwacji i pracy z dziećmi, które często reagują na jedzenie bardzo sensorycznie.
Tam, gdzie mimo wszystko chce się zostać
Rynek, na którym działa Zupitto, bywa bezlitosny. Agnieszka mówi wprost, że wiele współprac kończy się nie dlatego, że coś było nie tak z jedzeniem, ale dlatego, że jakość przegrywa z innymi czynnikami – ceną, układami, chwilową decyzją. Są jednak miejsca, które od początku pokazują, że można pracować inaczej. Jedno z przedszkoli współpracuje z nią nieprzerwanie od momentu, gdy zaczęła gotować dla dzieci.
„Mam przedszkole, które jest ze mną od pięciu lat. Praktycznie od początku.”
To placówka, w której właścicielka jest obecna na co dzień, próbuje jedzenia i zna proces od środka. Jej mąż – były restaurator – regularnie testuje potrawy i zwraca uwagę na smak, strukturę i jakość składników. Tam nikt nie pyta, czy „da się taniej”, tylko czy dzieci jedzą i czy wracają po dokładkę.
„Jeśli ktoś zna smak i zna jakość, to ta współpraca po prostu działa.”
Takie miejsca są dla Agnieszki punktem odniesienia – dowodem, że jej sposób gotowania ma sens, nawet jeśli wokół bywa trudno. To relacje, które nie wymagają ciągłego udowadniania swojej wartości, bo to widać codziennie – na talerzach i w reakcjach dzieci.
Jakość, której pilnuje się osobiście
W cateringu dziecięcym nie ma miejsca na przypadek ani na „gorszy dzień”. W Zupitto odpowiedzialność nie krąży „gdzieś w systemie” – stoi za nią konkretna osoba. Agnieszka mówi o tym spokojnie, bez patosu, jak o czymś oczywistym.
„Nad jakością tego jedzenia czuwam ja. Sama gotuję, sama robię zakupy, sama sprawdzam.”
Jej dzień pracy zaczyna się wcześnie i często kończy się dużo później, niż planowała. Kuchnia działa jak statek – a ktoś musi być na pokładzie od początku do końca.
„Znam swoją firmę każdego dnia od czwartej rano. Zaczynam jako pierwsza, schodzę jako ostatnia.”
Ta odpowiedzialność nie kończy się na kuchni. Gdy zabrakło kierowcy, Agnieszka po prostu przejęła jego rolę – wsiadła w samochód i pojechała w trasę. Zna miasto, zna godziny, zna ograniczenia i wie, gdzie da się „nie dać”.
„Jak ktoś mi mówi: nie da się, to ja wtedy wsiadam do auta. I się da. Jak się nie mieści – to ja zrobię tak, że się zmieści.”
Dla zespołu to jasny sygnał: nie ma zadań „niczyich”. Agnieszka wie, jak wygląda każdy etap – od mieszania w garnkach po manewrowanie dostawą w wąskich ulicach. Dzięki temu nikt nie może powiedzieć, że czegoś „się nie da”, bo ona dokładnie wie, co jest możliwe.
Ta uważność przenosi się też na relacje – z dziećmi, z personelem, z rodzicami. To nie jest zarządzanie z dystansu, tylko obecność, która daje poczucie bezpieczeństwa: że ktoś naprawdę czuwa.
Zupitto i Obiado – współpraca, która dojrzewała w czasie
Zupitto jest z Obiado niemal od samego początku, ale ta decyzja nie zapadła z dnia na dzień. Zanim doszło do zmiany systemu, rozmowy trwały długo – bez pośpiechu, za to z dużą ilością wymiany doświadczeń i szczerych opinii z kuchni.
„Pan Maciek, założyciel Obiado, dzwonił do mnie przez dwa lata.”
Przez ten czas Agnieszka pracowała w innym systemie – takim, który teoretycznie „działał”, ale w praktyce często zostawiał ją samą z problemem. Gdy coś się wysypywało, trzeba było pisać maile, czekać na odpowiedź i radzić sobie na własną rękę, nawet wtedy, gdy sytuacja wymagała reakcji tu i teraz. Dopiero po przejściu do Obiado przyszła bardzo szybka refleksja.
„Usiadłam i pomyślałam: jejku… czemu ja tego nie zrobiłam wcześniej.”
Od początku jasne było, że nie chodzi wyłącznie o system do zamówień. Kluczowe okazało się to, że po drugiej stronie byli ludzie – dostępni, reagujący, znający realia cateringu dziecięcego. W sytuacjach pilnych nie trzeba było „otwierać zgłoszenia” – wystarczył telefon.
„To, co najbardziej cenię, to kontakt. Jak jest sytuacja gardłowa, dostaję wsparcie od razu.”
Ta relacja od początku miała w sobie coś więcej niż standardowe „wdrożenie systemu”. Agnieszka nie była biernym użytkownikiem – mówiła wprost, co w codziennej pracy działa, a co kompletnie się nie sprawdza. Z perspektywy kuchni, dowozów, realnych problemów, które pojawiają się wtedy, gdy karmi się dzieci, a nie „użytkowników”.
„Dużo fajnych wskazówek dałam. Starliśmy się razem na kilku tematach – i to było bardzo dobre.”
To „starcie” nie wynikało z konfliktu, tylko z zaangażowania. Zderzały się różne perspektywy: technologiczna i ta najbardziej przyziemna – z kuchni, z trasy, z poranka, który zaczyna się o czwartej rano. Agnieszka mówiła, co jest potrzebne tu i teraz, co musi być proste, szybkie i odporne na chaos dnia codziennego. A po drugiej stronie była gotowość, żeby słuchać i poprawiać.
W codziennej pracy, pełnej nieprzewidywalnych sytuacji, ta partnerska relacja i poczucie, że system powstaje we współpracy z ludźmi z kuchni, okazały się ważniejsze niż jakakolwiek pojedyncza funkcja. To właśnie wtedy Obiado przestało być tylko narzędziem – a zaczęło być realnym wsparciem w pracy, która nie wybacza błędów.
Są też momenty, które przypominają, po co to wszystko
Choć codzienność w cateringu dziecięcym bywa wymagająca i pełna napięć, są chwile, które równoważą wszystko inne. Nie mają nic wspólnego z liczbami ani zestawieniami – przychodzą znacznie ciszej. W postaci rysunków, kartek przypiętych na ścianie, krótkich wiadomości napisanych dziecięcą ręką.
„Jakie ja dostaję laurki… że mnie kochają, że jedzenie jest lepsze niż w domu.”
W placówkach, gdzie dzieci wracają po dokładki i zostawiają po sobie takie ślady, sens tej pracy staje się bardzo konkretny. Ale nie tylko dzieci to zauważają. Zdarza się, że do Agnieszki podchodzą rodzice – również tacy, którzy sami prowadzą restauracje i znają gastronomię „od kuchni”.
„Rodzice potrafią przyjść i podziękować. Mówią, że nie wiedzieli, że tak można karmić dzieci w szkole.”
To nie są głośne deklaracje ani oficjalne rekomendacje. Raczej krótkie rozmowy po drodze, zwykłe „dziękuję”, wypowiedziane bez potrzeby dodawania czegokolwiek więcej. Właśnie takie momenty zostają na dłużej – i to one sprawiają, że mimo trudnego rynku i zmęczenia, warto robić swoje dalej.

Spokojny rozwój, bez chodzenia na skróty
Agnieszka nie ukrywa, że chciałaby się rozwijać – szczególnie tam, gdzie czuje największy sens swojej pracy. Najbliższe są jej żłobki i najmłodsi, bo właśnie przy tych posiłkach widać najszybciej, jak jedzenie buduje zaufanie i dobre nawyki.
„Najbardziej lubię karmić żłobki. Te kaszki, mamałygi, śniadania – dzieci to uwielbiają.”
Jednocześnie ten rozwój nie może wydarzyć się kosztem jakości. Zanim pojawią się kolejne placówki, trzeba mieć pewność, że zaplecze jest gotowe – że jest zespół, że są ludzie, że każdy wie, za co odpowiada. W codzienności Zupitto widać, jak bardzo brakuje rąk do pracy: kierowców, osób do wsparcia kuchni, ludzi, na których można polegać.
Agnieszka nie chce obiecywać więcej, niż jest w stanie udźwignąć. Woli najpierw zabezpieczyć podstawy, poukładać procesy i dopiero potem robić następny krok. To podejście, które nie przyspiesza wzrostu – ale daje mu trwałość.
W tym wszystkim Obiado jest narzędziem, które pomaga trzymać porządek w codziennym chaosie: w zamówieniach, komunikacji i rozliczeniach z placówkami. Dzięki temu Zupitto może rozwijać się wtedy, kiedy naprawdę jest na to gotowe – bez chodzenia na skróty i bez rezygnowania z tego, co od początku było najważniejsze.


