Ile kosztuje ręczne zarządzanie w Twoim cateringu? Sprawdź tutaj
Ile kosztuje ręczne zarządzanie w Twoim cateringu? Sprawdź tutaj
Od hospicjum do żłobka – rozmowa z Michałem Jakubkiem z Leśnej Przystani
- Patrycja Gnyp

Spis treści
Leśna Przystań to ośrodek rekreacyjny w Koninie – duża sala bankietowa, półtora hektara terenu nad jeziorem, kilka pokoi i kuchnia, która każdego dnia wydaje posiłki dla kilkuset dzieci. Na zewnątrz wygląda jak miejsce do wesel i komunii. W środku – to przede wszystkim catering, który zaczął się zupełnie nie tam, gdzie można by się spodziewać.
W rozmowie z Michałem wracamy do początków żywienia dzieci w Leśnej Przystani, rozmawiamy o tym, czym catering różni się od restauracji i dlaczego w pewnym momencie system przestaje być wygodą, a staje się koniecznością.
Kuchnia, która już pracuje od rana
Historia żywienia dzieci w Leśnej Przystani nie zaczęła się od pomysłu na catering dziecięcy ani od analizy rynku. Zaczęła się od hospicjum.
Jeszcze zanim ośrodek przeniósł się na obecne miejsce, Michał wynajmował lokal w Koninie. Kuchnia pracowała w typowych restauracyjnych godzinach – od południa do wieczora. Ale obsługa hospicjum stacjonarnego i oddziału szpitalnego wymusiła wcześniejszy start. Zespół przychodził już o szóstej. Kuchnia była rozgrzana, ludzie na miejscu – i w pewnym momencie stało się oczywiste, że można robić więcej.
„Okazało się, że i tak zaczynamy od rana – mogliśmy więc robić śniadania, obiady i wszystko po kolei.”
Wtedy padło pierwsze zapytanie – z prywatnego żłobka, bez przetargu, bez negocjacji.
„Stwierdziliśmy: a czemu nie.”
Tak zaczęło się żywienie dzieci w Leśnej Przystani. Potem przyszło drugie zapytanie, trzecie, kolejne. Dziś Michał dostarcza posiłki do około 300 dzieci dziennie, w ponad 10 oddziałach żłobków i przedszkoli w Koninie.
Różni klienci, różne wyzwania
Leśna Przystań obsługuje bardzo różnych klientów – wesela, komunie, imprezy firmowe i codzienne posiłki dla dzieci. Każdy segment rządzi się swoimi prawami. Ale to ten ostatni wymaga szczególnej uważności.
Tu nie chodzi o jeden kaprys – chodzi o znalezienie środka między tym, czego oczekuje sanepid, co chcą rodzice, i tym, co dziecko faktycznie zje.
„Z dziećmi trzeba znaleźć środek – dyrektor chce, żeby jadły zdrowo, rodzic chce, żeby wróciły najedzone, a dziecko najchętniej zjadłoby smażonego nuggetsa i żadnej surówki.”
Przez lata Michał wypracował menu, które mieści się w normach, ale nie jest dla dzieci obce. Efekt widać przy kontrolach.
„Jak jadę do sanepidu, nie mam nigdy żadnego problemu. To, co robimy, jest zawsze zaakceptowane.”
System, który zrodził się z obserwacji
Decyzja o wdrożeniu Obiado nie była efektem długich poszukiwań. Przyszła przy okazji codzienności.
Michał przeprowadził się do innej gminy. Syn poszedł do szkoły, w której posiłki zamawia się przez aplikację. Prosto, bez dzwonienia, bez karteczek.
„Pomyślałem: to jest dobre. Wygodne. I jako właściciel nie musisz czekać na pieniądze.”
Niedługo potem zadzwonił ktoś z Obiado. Michał był już wtedy gotowy – wiedział, czego szuka.
„Wiedziałem, że chcę coś takiego wdrożyć.”
Dziś Obiado działa w jednej placówce – żłobku i przedszkolu z ponad setką dzieci. Efekty dało się zauważyć bardzo szybko: panie z przedszkola przestały mieć na głowie poranne telefony i ręczne listy, rodzice zamawiają samodzielnie, a Michał dostaje gotowe zestawienie na kuchnię.
„Panie z przedszkola mają z głowy dzwonienie, dopytywanie, kto przyjdzie, kto nie. Jak ktoś nie zapłacił – nie ma go na liście. I wszyscy mają spokój.”
To, co działa w jednej placówce, Michał chce przenieść na kolejne – i to jest właśnie kierunek, w którym zmierza Leśna Przystań.
Sam proces wdrożenia przebiegł sprawnie. Michał miał do dyspozycji dedykowanego opiekuna – Adriana – który przeprowadził go przez każdy etap i odpowiadał na pytania tak długo, aż wszystko było jasne.
„Adrian cierpliwie mi to tłumaczył – tyle razy, ile było trzeba.”
W branży, gdzie każda godzina jest zajęta, taki kontakt robi różnicę. Nie trzeba szukać odpowiedzi w FAQ ani czekać na maila – wystarczy zadzwonić.
Na koniec
Michał patrzy w przyszłość z konkretnym planem. Zapytań – zarówno o nowe placówki, jak i o imprezy – nie brakuje. Kierunek jest jasny: więcej dzieci, więcej współprac, kolejne wdrożenia Obiado.
„Rozwinę się wtedy, kiedy znajdę ludzi do pracy.”
Gdy tylko uda się skompletować zespół, Leśna Przystań jest gotowa na następny krok. A biorąc pod uwagę, skąd ta firma wystartowała – jeden telefon od hospicjum, jedno zapytanie od żłobka – trudno wątpić, że ten krok w końcu nastąpi.


